Wszystkie wpisy

Livorno – niezwykłe dzieje kosmopolitycznego miasta

Kilkaset lat temu Livorno przeżywało oszałamiający rozkwit i napływ ludności z włoskich miast, miasteczek, jak i licznych przybyszów z innych krajów. Miasto to było wtedy drugim po Florencji miastem Toskanii oraz drugim po Marsylii najbardziej kosmopolitycznym miejscem na mapie Europy. Port w Livorno był najczęściej odwiedzanym portem w basenie Morza Śródziemnego.

Livorno – miasto otwarte

Ogromny rozkwit, który rozpoczął się w wyniku nowego prawa, ustanowionego przez Ferdynanda de Medici, zaskoczył nawet jego samego. W 1590 roku Ferdynand de Medici nadał mieszkańcom niespotykane nigdzie indziej, liczne przywileje:

zwolnienie z podatków, bezpłatne mieszkania, wyposażenie rybaków i marynarzy oraz ich rodzin w magazyny lub sklepy, anulowanie długów poniżej pięciuset skudów, unieważnienie wyroków karnych wydanych w ojczyźnie lub za granicą, o ile nie wynikały z przestępstw powiązanych z herezją, obrazą majestatu lub biciem fałszywych monet.

A następnie w 1593 roku:

prawo azylu, wolność zawodową i wyznaniową, zależność prawną od obyczajów i praw obowiązujących w kraju pochodzenia, zwolnienie z cła wszystkich towarów złożonych w magazynie celnym, pozwolenie na zwolniony z podatków i myta eksport produktów sprowadzonych mniej niż dwanaście miesięcy wstecz, jak również ochronę przed piratami dla podróżujących na trasach strzeżonych przez flotę kawalerów zakonu świętego Stefana, czyli na Morzu Śródziemnym. [1]

Przywileje te cytuję za Orianą Fallaci z jej wspaniałej sagi Kapelusz cały w czereśniach. Docierając do bogatych materiałów archiwalnych, przeglądając rodzinne dokumenty i pamiątki, spisała ona na ponad ośmiuset stronach fascynujące dzieje swoich przodków. Niezwykle osobiste, rodzinne historie przeplatają się w jej dziele z życiem wielu toskańskich miast i historią Włoch doświadczoną (często dotkliwie) przez jej rodzinę. Obszerny fragment poświeciła również miastu Livorno, gdzie rozgrywały się dramatyczne losy jednej z linii jej przodków. Wracając do miasta, w tamtym też okresie nastąpiła jego gwałtowna rozbudowa. Powstawały budynku niezwykle nowoczesne jak na tamte lata – wszystkie wyposażone w ubikacje i szyby w oknach. Ulice zostały zaprojektowane uwzględniając wygodę przemieszczania się po nich – karetą, wozem i pieszo. Bliskość wody i obecność kanałów nawiązywała do Wenecji. Stawiano kościoły wszelkich możliwych wyznań. Było to miasto niezwykłej otwartości. Livorno było jedynym miastem we Włoszech, w którym nie istniały getta. Inne miasta takie jak Wenecja i Rzym były dużo mniej otwarte. Wenecjanie zamknęli Żydów w getcie w 1516 roku:

Od tego czasu weneckim Żydom nie wolno było wychodzić poza miejsce zamieszkania wieczorem i w nocy oraz kontaktować się z chrześcijanami z wyjątkiem pracy. Ten sam los spotkał żydowska wspólnotę rzymską na podstawie ustaw watykańskich […] Jedynym włoskim miastem, które nie zamknęło Żydów w getcie, było właśnie Livorno, i ten port nad Morzem Tyrreńskim stał się upragnionym celem nie tylko sefardyjczyków wygnanych w roku 1492 z Hiszpanii, ale także Żydów z innych wielkich miast włoskich, w których mieszkali od przeszło stu lat (w Rzymie od tysiąca). [2]

W Livorno nie obowiązywały także prawa antyzbytkowe czy zakaz hazardu. Kwitła także prostytucja, podczas gdy w innych miastach Wielkiego Księstwa Toskanii, kobiety lekkich obyczajów były aresztowane i wystawiane na publiczne pośmiewisko. Podobnie hazardziści. Mimo braku w Livorno uniwersytetu rozkwitł tu handel książkami. Właśnie tu ukazały się pierwsze we Włoszech wydania dzieł oświeceniowych. To właśnie w Livorno w 1770 podjęto się przedruku w całości Encyklopedii – którą księża uważali za heretycką i skandaliczną. Dotychczas publikowana była ona wyłączenie we Francji i Petersburgu. Należy pamiętać o Świętym Oficjum, powołanym do życia w 1542 roku. Za wydawanie dzieł uważanych za heretyckie groziło wtedy dożywotnie więzienie. Tym odważnym drukarzem był Marco Coltellini, który założył wydawnictwo wraz z Giuseppe Aubertem.

Historia pomnika Czterech Maurów (dei Quattro Mori) w Livorno

Piraci byli plagą na wodach Morza Śródziemnego przez wieleset lat. Trudnili się oni handlem niewolnikami przez swoje działania na wodach opływających między innymi Włochy. Zanim zaczęto sprzedawać czarnych niewolników do Ameryki, u brzegów Europy kwitł handel białymi niewolnikami:

[…] w samym Algierze sprzedawano co roku od dziesięciu do czternastu tysięcy białych niewolników. Tak zwanych nazareńczyków albo niewiernych psów. Na początku siedemnastego wieku miasto trzymało w łańcuchach dobre trzydzieści trzy tysiące ludzi, z których osiem tysięcy nawrócono na islam […]. Dlatego powstały floty korsarskie, czyli floty rzymskie, weneckie, genueńskie, maltańskie, angielskie, francuskie i hiszpańskie, które za pisemnym pozwoleniem odpowiednich rządów lub władców wypływały na wody uzbrojonymi w działa okrętami.[1]

Z historią niewolnictwa związany jest najbardziej znany w mieście pomnik – Czterech Maurów (dei Quattro Mori). Powstała w Toskanii flota kawalerów zakony świętego Stefana, oddana obronie katolicyzmu, zbierała w odwecie krwawe żniwo. Zwalczali oni okręty tunezyjskie i wszelkie inne, które stawały im na drodze, i które kojarzone były z piratami. W ten sposób także i oni zdobywali niewolników, a ci przybywali potem właśnie do Livorno, gdzie wykorzystywani byli do rozbudowy szybko powiększającego się miasta. To właśnie oni budowali Fosso Reale i nowe kanały miasta. Pomnik stanął w Livorno w  1617 roku. Przedstawia on czterech Turków lub Berberów przykutych łańcuchem do cokołu, na których stoi Ferdynand I Medyceusz w stroju kawalera słynnego zakonu świętego Stefana. Jednak nawet niewolnicy ci cieszyli się tu pewnymi prawami. Traktowani byli bardziej jak więźniowie wojenni niż jak niewolnicy – tzw. fiscalini – którzy byli skazywani na dożywotnie prace. Turcy i Berberowie więzieni w Livorno:

[…] nie nosili żelaznej obroży ani kuli u nogi. Za kopanie i wiosłowanie otrzymywali zapłatę wyższą o czternaście soldów, w dni świąteczne jedli to samo co marynarze w porcie, a w dni robocze mieli trzy funty chleba z dorszem lub zupę jarzynową. Nie byli też źle ubrani. Każdej wiosny ich odzież uzupełniano o dwie koszule, dwie pary spodni, cztery pary skarpet, wełniany żakiet, czapkę z tego samego materiału, podkute buty i kurtkę zwaną niewolniczką […]. Do spania mieli łóżka z materacem, do mycia słodką wodę i mydło, dla zdrowia lazaret oddzielony od lazaretu filscalini, z którymi nie chcieli mieć nic wspólnego. Mogli przestrzegać przykazań islamu, czyli modlić się przerywając pracę pięć razy dziennie, chodzić do prostytutek, uprawiać drobny handel […]. Mogli ponadto pracować w mieście – nosić bagaże, sprzedawać wodę, prowadzić lub posiadać kantory z kawą i tytoniem, ubojnie owczego mięsa. [1]

Szybki rozwój miasta i jego międzynarodowy charakter sprawiały, że Livorno przed długie lata było porównywane z Nowym Jorkiem. Nie ma tu jednak typowej dla innych toskańskich miast zabudowy, która świadczy o bogatej i arystokratycznej ich przeszłości. Livorno rozwijało się bowiem dużo szybciej, i miało charakter bardzo użytkowy. Ulice są tu dziś szerokie, architektura jest bardziej surowa i nowocześniejsza niż ta, do której przyzwyczaiła nas Florencja, Siena i urocze małe miasteczka. Miasto uległo też znacznemu zniszczeniu po bombardowaniach wojennych. Ma w sobie jednak nadal niezwykle żywą atmosferę. W latach 50-tych, gdy wiele budynków stało nadal zniszczonych, tak je opisywał Guido Piovene:

Wygląd Livorno ma w sobie coś szczególnego w tym sensie, że odbiega od reguły estetycznej naszych starych miast, a zarazem nie jest nowoczesnym miastem. Trzeba tu patrzeć nie na budynki jako takie, lecz na wir życia, który stał się bodźcem do ich powstania, stanowiąc jedyną regułę ich budowy. Po bombardowaniach wojennych w Livorno pozostało niewiele nienaruszonych domów, miasto wyglądało jak po trzęsieniu ziemi. [3]

Miasto do dziś jest niezwykle żywe. Ludzie uśmiechnięci i uprzejmi. Zwiedzałam je do tej pory tylko raz podczas popołudniowej wycieczki ze znajomą, od urodzenia mieszkającą w Pizie. Opowiadała mi od dłuższego czasu, że musimy się tam wybrać, bo to bardzo oryginalne miejsce, jeśli chodzi o jego mieszkańców… Musicie wiedzieć, że wiele toskańskich miast nie lubi się ze sobą i do dziś funkcjonuje tam wiele antagonizmów. Od wielu wieków jedni kpią z drugich, a wspólnym wrogiem wszystkich jest Piza. Do dziś możecie usłyszeć w toskańskich miastach i miasteczkach, słynne, okrutne włoskie powiedzenie: Meglio un morto in casa che un pisano all’uscuio, czyli: lepszy trup w domu niż pizańczyk u progu. Inne wrogie pary poza Pizą i Livorno to: Siena – Florencja (najsłynniejsza), Siena – Arezzo, Pistoia – Lukka, Pistoia – Prato, Grosetto – Siena, Grosetto – Livorno, Massa – Carrara, Poggibonsi – Colle Val d’Elsa. Antagonizmy mają się dobrze do dnia dzisiejszego także w obrębie jednego miasta – pisaliśmy już o tym przy okazji Sieny i jej siedemnastu contrad, rywalizujących ze sobą od wieków dzielnic.  Wracając do naszego wspólnego popołudniowego spaceru, znajoma uprzedzała mnie, że wszyscy mieszkańcy Livorno, mają bzika na punkcie fitnessu i operacji plastycznych. Ruszyłam więc z nią na zwiedzanie miasta i wypatrywanie tych niezwykłości. I rzeczywiście, po południu wzdłuż morskiego deptaka tłumy młodszych i starszych prężyły muskuły podczas biegów w okolicach Terazza Mascagni. Wypatrzyłam też wiele Włoszek, które oddały swe usta w ręce chirurga plastycznego. Ale może to przez to, że moja pizanka co chwilę szturchała mnie w ramię mówiąc:  Guarda là! O! Ma guarda là! Sono pazzi! (Patrz tam! O! No patrz tam! Wariaci!) 🙂

Połączenie kolejowe Livorno – Piza

Poza antagonizmami Pizę z Livorno połączyła także droga kolejowa. Druga w tym czasie we Włoszech. Pierwszą była linia Neapol – Castellammare di Stabia. Oriana Fallaci przywołuje pierwszą reakcję księcia Leopolda na pomysł przemysłowca (był nim Ginori Lisci) z 1826 roku, by wybudować drogę żelazną z Livorno do Pizy: Nie marnuję pieniędzy na ekstrawagancje. Połączenie to nazwane zostało później jego imieniem – Droga żelazna Leopolda. Połączenie kolejowe Neapol-Castellammare di Stabia zostało uruchomione w 1837. Dopiero wtedy powrócił temat połączenia Livorno z Pizą, a następnie docelowo z Florencją. Droga z Livorno do Florencji, pokonywana dyliżansem, trwała do tej pory od świtu do zmierzchu. Pierwszy pociąg skrócił ten czas do pięciu godzin. Ogromny był jednak sprzeciw społeczeństwa. Protestowali woźnice, flisacy, właściciele ziemscy. Regularnie utrudniali swoimi działaniami budowę linii kolejowej. Otwarcie połączenia Livorno-Piza-Livorno miało miejsce dopiero 13 marca 1844 roku. Pociąg nazywano wtedy welocyferem – od połączenia włoskiego słowa veloce (szybki) i Lucyfer. Wagony były podzielone na trzy klasy. Te trzeciej klasy były bez dachu, podróżni więc w deszczu musieli rozkładać parasole. Ryzykowali też często poparzeniem, gdyż w ich stronę leciały iskry z kotła podgrzewanego drewnem.

Mam nadzieję, że przytaczane historie zachęcą was do wizyty w Livorno, które często omijane jest przez większość przewodników i opisywane w nich głównie jako miejsce, z którego można dostać się promem na Sardynię czy Korsykę.

 

źródła:

[1] Oriana Fallaci, Kapelusz cały w czereśniach, Wydawnictwo Literackie 2012.

[2] Elena Kostioukovitch, Sekrety włoskiej kuchni, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz 2010.

[3] Guido Piovene, Podróż po Włoszech, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1977

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.